Nadal poszukuję idealnego podkładu. Postanowiłam tym razem postawić na Rimmel, a że cena była miła mojemu portfelowi, chętniej go przygarnęłam. Jak na razie użyłam go raptem dwa razy, ma bardzo przyjemny zapach, a kolor idealnie się dopasowuje. Jedynym minusem, który jak na razie zauważyłam jest jego konsystencja- bardzo lejąca. O naszej dalszej znajomości będę Was informować ;)
To już co prawda nie taka nowość, ale i tak Wam o niej napiszę. Maskę z Biovaxu dostałam w grudniu. Słyszałam na jej temat wiele dobrego i nie rozczarowałam się. Włosy są mięciutkie, sypkie i zregenerowane. Wspaniale się rozczesują. W grudniu używałam jej dość regularnie, dwa razy w tygodniu. Ostatni raz miałam ją na włosach w Sylwestra, chcę powrócić do regularności już nie długo!
A oto produkt do którego postanowiłam powrócić, zmęczona już własnoręcznym robieniem peelingów. Poznaliśmy się w wakacje,a kiedy się skończył wyrzuciłam opakowanie i sama nie wiem co mnie naszło, że od razu nie pobiegłam bo nowe opakowanie. Tym razem zdecydowałam się na wersję z kwasem salicylowym, z racji moich ostatnich problemów z cerą. Mam nadzieje, że będzie mi wiernie służył.
Ostatnim już produktem jest płyn micelarny, który zwykle jest dodawany jako gratis do Colossal'a z Maybelline. Uwielbiam go, bo nic lepiej nie radzi sobie z tuszem. W dodatku jest bardzo wydajny, a ja strasznie żałuję, że nie można go nigdzie kupić.
Na dziś to tyle, zaraz uciekam do dziadków,a już jutro rozpoczynam kolejny tydzień ferii <3 Do napisania!
